Recepta na piękną skórę, czyli jak o urodę dbały nasz prababcie

dawne sposoby pielęgnacji skóry

W epoce, kiedy rynek kosmetyczny prześciga się w patentach, wynalazkach i badaniach, kiedy nastają coraz to nowe mody na kosmetyki – naturalne, ekologiczne, z dodatkiem olejków, tlenu, antyoksydantów czy rozmaitych molekuł – kosmetyki wykonywane głównie w domu, o prostym składzie, wydają się być czymś naprawdę karkołomnym do zrobienia.

Chociaż przedwojenny przemysł kosmetyczny rozwijał się naprawdę nieźle a drogerie rosły jak grzyby po deszczu, większość kobiet przygotowywała specyfiki do pielęgnacji urody za radą kosmetycznych wyroczni właśnie w domowym zaciszu.

Prym wiodła Julia Świtalska, która będąc lekarką i testując na sobie wszelkie rytuały piękna, napisała podręcznik „Racjonalna pielęgnacja urody według Dr. J. Świtalskiej“, będący istną kopalnią wiedzy. Można by powiedzieć, iż pani Świtalska w przedwojennej Polsce była ówczesnym skin-coachem.

Szczególną uwagę zwracano na oczyszczanie skóry i odpowiednią temperaturę wody do mycia twarzy. Cera sucha miała polubić wodę zimną, a tłusta – mocno ciepłą, do mycia używano ręcznie robionych mydeł z wyciągiem z lilii lub z gliceryną. Na skórę mocno zanieczyszczoną i pełną wyprysków, polecano picie drożdży piwnych trzy razy dziennie, a także mycie twarzy w ciepłej wodzie z dodatkiem boraksu, który ma działanie oczyszczające i zmiękczające.

Popularna była również maseczka z białej glinki, gliceryny, octu i olejku eterycznego, zmieszanych w odpowiednich proporcjach, a także kwas borny i siarka. Uważano, że brzydka cera to wynik nieodpowiedniej diety bogatej w ostre i tłuste potrawy a także spożywanie zbyt dużej ilości soli, mięsa i alkoholu. Oprócz odpowiednich maseczek i niewielkiej ilości nakładanych kremów, masaż i ocet stanowiły dwa podstawowe zalecenia w walce z niedokonałościami skóry.

Pojawienie się zmarszczek było tak samo ważnym problemem jak trądzik, czy suchość skóry. Popularnym kosmetykiem na tę niedogodność był krem z olejku migdałowego, białego wosku i nalewki benzoesowej, który świetnie aplikował się nakładany zwłaszcza rozgrzaną, wypukłą stroną srebrnej łyżeczki.

Na zmarszczki proponowano przede wszystkim masaż twarzy, przy czym popularną metodą była zasysająca skórę ‚masażystka Heros‘ – rodzaj przyssawki, któą można było masowac również inne części ciała. Ten sprzęt, podobny w działaniu do współczesnej bańki chińskiej, doskonale ‚zjędrniał muskuły twarzy‘ i wspomagał działnie kremów, oczywiście ręcznie robionych. Wszelakie masaże były zalecane również na całe ciało, bardzo wierzono w ich zbawienny wpływ na zachowanie urody.

Popularnymi składnikami w walce ze zmarszczkami i brakiem nawilżenia  był wyciąg z lilii, miód, a także lanolina. Twarz myto przegotowaną wodą z dodatkiem gliceryny i delikatnie, bez pocierania, osuszano ręcznikiem.

Wszelkie przebarwienia skóry, pieprzyki i piegi, były uważane za niedoskonałości skóry, z którymi należało walczyć przy pomocy wybielającej maseczki z poziomek, przecieraniem twarzy serwatką lub okładaniem skóry plasterkami ogórka, a nawet przemywanie twarzy roztworem chlorku rtęci, który rozjaśniał niechciane przebarwienia.

W wybielaniu twarzy pomagała gliceryna, sok z ogórka, oraz apteczne ‚maści łuszczące‘. W początkach wieku biała skóra była wciąż w modzie, twarz chroniono kapeluszami z woalką i dbano o to, aby najmniejszy promień słońca nie dostał się pod rondo. Czasy przedwojenne przyniosły zarówno modę na smukłą sylwetkę i zachowanie odpowiedniej diety, jak i coraz większą popularność sportów na świeżym powietrzu, opalenizna stawała się więc być nieuniknioną.

Z czasem pojawiły się receptury pierwszych samoopalaczy wykonywanych z młodych orzechów włoskich, oleju ze słodkich migdałów, wazeliny i szczypty czerwonego barwnika, wskazanego zwłaszcza dla blondynek. Cerę naczynkową ratowano sokiem ze świeżego melona zmieszanym z sokiem ze świeżych truskawek, a także tonikiem sporządzonym z białego wina i liści bluszczu, rozcieńczonego wodą.

Nieodłącznym towarzyszem wytwornej przedwojennej damy była linia kosmetyków z wyciągiem z lilii, mającej właściwości gojące, odkażające i przeciwzapalne. Hitem był również puder Abaridowy, który podobno zawierał toksyczną biel ołowiową, ale za to jak cudownie wygładzał i wybielał skórę…

Kosmetycznym remedium na piękną cerę okazał się być popularny i w ówczesnych czasach puder ryżowy, nadający twarzy pożądany, matowy efekt i jasny koloryt. Zagraniczni producenci kosmetyków często dokładali do pudru szkodliwe w nadmiarze substancje, takie jak tlenek cynku, rtęć, arszenik czy ołów, które zapewniały pudrowi jeszcze lepszą przyczepność, ale również niską cenę i niekorzystny wpływ na zdrowie.

Puder ryżowy najlepiej było wykonać w domu. Ryż należało namoczyć w wodzie klika razy, a po wysuszeniu zmielić na pył w moździerzu i przechowywać w pudełku z pokrywką, aby nie dostała się o niego żadna wilgoć. Nakładało się go  na twarz kawałkiem waty lub łabędzim puszkiem, nadmiar strząsało szczoteczką o długim włosiu  i efekt pięknej, matowej cery gotowy.

Wiele z tych receptur na cudowne kosmetyki dobrane do rodzaju skóry przetrwało do dziś w nieco zmienionej formie, ale jak widać, recepty na piękno są nieśmiertelne.

Comments

comments

Opublikowane przez dermo expert. Data publikacji:

REKLAMA

Copyright©2018 dermo.expert
All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.